leseparatist (novin_ha) wrote in rynshtock,
leseparatist
novin_ha
rynshtock

Bitwa pornograficzna, odcinek 19

Wiem, to był naprawdę długi hiatus. Noelia, mam nadzieję, że piszesz :D

Tytuł: Owce na rzeź
Ostrzeżenia: Pegging, het i femme, seks z nieletnimi, jakby się bardzo uprzeć, to trochę dub-con. Zdecydowanie NC-17 i po polsku (to samo zasługuje na ostrzeżenie)... Czasami naprawdę trudno mi było znaleźć słowa, ale mam nadzieję, że da się czytać. Faith/Wesley, Faith/Willow. Inne, bardziej krzywdzące, sugerowane lub wspomniane. Mniej więcej około 2 sezonu BtVS.
Słów: ~5200
Beta i dedykacja: girlupnorth, która krzyczała na mnie, że Wesley sam się nie zmolestuje.
Setting: Gdyby to Faith przyjechała do Sunnydale...
prompt, którego nie należy oglądać w pracy (ani przy rodzicach).
Cytaty z Rabbit Heart (Raise It Up) Florence and The Machine (która wymiata!)








OWCE NA RZEŹ




This is a gift; it comes with a price.
Who is the lamb and who is the knife?






Był nieco zaskoczony, gdy tuż przed odprawą do Sunnydale wizytę złożyło mu dwóch starszych obserwatorów, z minami poważnymi jak kodeks Hammurabiego. Zaprosił ich, by usiedli i napili się herbaty, ale grzecznie odmówili. Starszy z nich, nieznany Wesleyowi z nazwiska, przyglądał się mu nieufnie, podczas gdy młodszy, Underwood, odchrząknął i zapytał:

- Panie Wyndam-Price, czy jest pan absolutnie pewien, że jest pan przygotowany do tego zadania?

Pytanie wydało mu się absurdalne – był prymusem i obronił swoją pracę magisterską z wyróżnieniem, kto miałby być przygotowany do tego zadania, jeśli nie on?

Wyprężył się dumnie, niemal natychmiast kopiąc się za to mentalnie w kostkę i zapewnił Underwooda o swojej świadomości powagi zadania.

- Nie zawiodę honoru mojego nazwiska – skończył, święcie przekonany, że dwaj mężczyźni są tu w ramach przysługi dla jego ojca, Rogera, który nigdy nie miał specjalnego zaufania do kompetencji czy edukacji syna.

Starszy mężczyzna pociągnął nosem, po czym obserwatorzy pożegnali się z nim i wyszli z jego mieszkania.

Wesley rozejrzał się po pustych pokojach sprawdzając, czy spakował wszystko, czego potrzebował. Klucze miał zostawić u dozorcy.

Czterdzieści osiem godzin później wkroczył do biblioteki w Sunnydale, gdzie nowa pogromczyni siedziała właśnie na (wkrótce, teraz?) jego biurku, w spódniczce sięgającej nawet nie do pół uda, z szeroko rozchylonymi kolanami i ustami pomalowanymi na głęboki odcień wiśni, zdecydowanie niepochlebny, ale chyba nie dlatego wybrany.

Wesley poczuł jak policzki płoną mu rumieńcem i opuścił wzrok, a pogromczyni zeskoczyła z biurka z gracją łani, zupełnie nienaturalną w tak młodym ciele; podeszła bliżej i zmuszony był podnieść oczy by spojrzeć w jej twarz. Zmierzyła go uważnym spojrzeniem i uśmiechnęła się, na pół szelmowsko i na pół uwodzicielsko, jakby dokładnie wiedziała, o czym pomyślał.

- To ty jesteś tym nowym importowanym towarem, tak?

- Wesley Wyndam-Price – oznajmił, wyciągając rękę do powitania.

- Mój poprzedni obserwator był znacznie starszy – stwierdziła radośnie. – Ja jestem Faith Lehane.

Pomyślał, że jakimś cudem na zdjęciach wyglądała zarówno na młodszą, jak i na starszą.

*~*~*


Żadne z zajęć nie mogły go przygotować na Faith Lehane: wiedza o esencji demona przenikającej jej własną duszę mogła wytłumaczyć źródło jej głodu krwi, ale w żaden sposób nie pomagała w radzeniu sobie z jej pytaniami, jej żądaniami, jej całkowitym odrzuceniem porządku, który organizował świat młodego obserwatora. Było to trochę tak, jakby rozmawiali ze sobą w dwóch różnych językach; jej brzmiał nie do końca zrozumiale, ale za to nieodmiennie przyprawiał go o nieodpowiednie myśli i sny, do których nigdy by się nie przyznał. W listach do Rady fałszował wyniki Faith; nie dlatego, że miała zbyt słabe, był przekonany, że przekroczyłaby wszystkie narzucone przez obserwatorów normy efektywności. Zwyczajnie nie dawała mu nigdy okazji się zbadać ani zmierzyć, nie chciała słyszeć o liczeniu wampirów czy demonów, a gdy zdarzyło mu się kiedyś zabrać na patrol stoper, wyrwała mu go z ręki i rozbiła o nagrobek.

Zamiast na stosunkowo drogim sprzęcie skupił się na tym, jak zapach jej włosów i jej dłoń na jego nadgarstku sprawiły, że krew opuściła tę część jego ciała, która służyła mu do myślenia. Myślenie o katalogowaniu pomogło na chwilę, ale zaraz potem przypomniało mu się, co usłyszał o przyczynach usunięcia ze Stanów jego poprzednika, Ruperta Gilesa: przyłapano go pieprzącego pogromczynię za katalogiem kartkowym. Deportowano go w niesławie, mimo zapewnień pogromczyni, że „właściwie prawie musiała go zmusić, żeby raczył ją przelecieć – za pierwszym razem”. Konsekwencji wobec Faith nie wyciągnięto tylko dlatego, by uniknąć skandalu.

„Pogromczyni przekracza moje najśmielsze oczekiwania, Matko,” napisał w liście do domu, a potem zmiął kartkę i wyrzucił do śmieci. Nie wiedział, co napisać, jak zbalansować przemilczenie i prawdę; w końcu skupił się na swoim mieszkaniu i pogodzie.

Podczas treningów Faith wykorzystywała każdą okazję, by go upokorzyć. Jej ulubioną rozrywką stało się rozkładanie go na łopatki i przygniatanie jego ud swoim ciężarem, a potem uśmiechanie się szeroko, gdy wciągał powietrze z głośnym świstem i oblewał się rumieńcem. Zasugerował, że te ćwiczenia mogą nie być najodpowiedniejsze, ale ona spojrzała na niego tylko z niedowierzaniem zmieszanym z odrobiną pogardy, po czym złośliwie poruszyła biodrami.

― To tylko naturalna fizjologiczna reakcja, Wes. Nie ma się czego wstydzić ― oznajmiła z udawaną powagą.

Nie potrafił z nią dyskutować; gdy czegokolwiek jej odmawiał, obrażała się i nie raczyła potem go słuchać ani nawet wykonywać tego, o co ją prosił. Oczywiście, że stawiała na swoim. Wesley wybierał mniejsze zło.

*~*~*


Praca w bibliotece nie była specjalnie pochłaniająca; przekładał woluminy z miejsca na miejsce, podstemplowywał karty i od czasu do czasu rozmawiał z jakąś uczennicą, rzadziej uczniem. Jedna z najczęściej nawiedzających go licealistek, nazwiskiem Chase, nieco go irytowała: sprawiała wrażenie, jakby jej rodzice osobiście wypisywali jego czeki. Willow Rosenberg z kolei była lokalnym molem książkowym i przypominała Wesleyowi jego samego ― zwłaszcza, gdy pierwszy raz wpadła przy nim na Faith i, podobnie jak on, zareagowała paniką, rumieńcem i, ostatecznie, ucieczką. Oczywiście, na to ostatnie Wesley nie mógł sobie pozwolić.

Willow prawie zderzyła się z drzwiami, a Faith oczywiście bez trudu odczytała milczące pytanie Wesleya i uśmiechnęła się drapieżnie.

― Trochę jej pomieszałam z orientacją seksualną ― stwierdziła z zadowoleniem. ― Słodkiej dziewczynce wydawało się, że lubi chłopców, ale gdy włożyłam jej rękę pod tę koszmarną spódnicę, to nie wiedziała, czy wołać o pomoc, czy błagać o jeszcze. Och, nie czerwień się tak, Wesley ¬― z doświadczenia ci powiem, że grzeczne dziewczynki robią się wilgotne najszybciej.

Nie przerwał jej, choć świetnie wiedział, jak cienki jest lód po którym stąpa. Dyskretnie poprawił się na krześle, a Faith oczywiście zauważyła i mrugnęła porozumiewawczo. Nic nie cieszyło jej tak, jak świadomość kontroli, którą nad nim ma.

― Może o tym powinieneś napisać do tych wypchanych szyszek z Anglii? ― zasugerowała z uśmiechem szczerszym, niż większość tych, które mu posyłała. ― Pogromczyni rozdziewicza grzeczne nieletnie uczennice. Do lokalnej historii przejdzie jako niepokonana mistrzyni seksu oralnego! Ale wiesz, Willow była taka słodka, prawie żałuję, że przyłapał nas jej ojciec.

Wesley odchrząknął nerwowo, a pogromczyni rozpromieniła się jeszcze bardziej.

― Ale nie martw się, obiecuję, nikogo nie dyskryminuję. Chłopców też lubię.

Wychodząc, klepnęła go w ramię, a Wesley zaniósł się nerwowym kaszlem. Wieczorem, wbrew sobie dotykając się, myślał o Faith wkładającej palce w cipkę grzecznej, nieśmiałej Willow. Doszedł błyskawicznie, a rano nienawidził się za chwilę słabości i kolejny raz obiecał, że nie będzie myślał o Faith w nieprofesjonalnych kategoriach.

Jej dekolt nieodmiennie czynił z niego krzywoprzysięzcę; gdyby chciała, uwiodłaby każdego księdza. Możliwe zresztą, że to już zrobiła. Rozbawiłoby ją to, uznałaby to za żart na temat swojego imienia.

*~*~*


Wizyty u dyrektora Snydera nigdy nie były przyjemne; mały człowieczek patrzył na niego podejrzliwie, jakby w każdej chwili spodziewał się, że Wesley padnie na kolana i wyzna, że molestuje uczennice.

― Zdaje pan sobie sprawę z tego, że stosunek pracy z poprzednim bibliotekarzem… z Wielkiej Brytanii… nie zakończyła się najbardziej fortunnie.

Wesley potakiwał wtedy i zapewniał, że podchodzi do swoich obowiązków z całkowitym profesjonalizmem i odpowiedzialnością.

― Usiłowaliśmy wydalić tę całą Lehane ― kontynuował Synder, zachowując całkowitą powagę ― ale okazało się, że kryminalistka ma wysoko postawionych przyjaciół. Polecam trzymać się od niej z dala.

― To zapewne najrozsądniejsze rozwiązanie ― zgodził się z całą szczerością Wesley, wzdychając na myśl o wieczornym patrolu.

Trzy zakołkowane wampiry później, Faith przyparła go do muru i przycisnęła mu rękę do krocza, aż do bólu. Zasyczał i zażądał, by natychmiast przestała, co tylko ją rozbawiło.

― Jak na ofiarę molestowania wydaje mi się, że masz z tego sporo frajdy, obserwatorze ― stwierdziła, poruszając dłonią w górę i w dół. Wesley pomyślał, że naprawdę nienawidzi dżinsów. ― Ja opowiedziałam ci o sobie. Jak tam twoja orientacja, już zmieszana i wstrząśnięta?

Wesley otworzył usta by zaprzeczyć, ale Faith przycisnęła mocniej.

― Chodziłeś do szkoły dla chłopców, prawda? Nie udawaj, na pewno parę razy zdarzyło ci się podać koledze pomocną dłoń.

W swoich niebotycznych, niepraktycznych obcasach prawie sięgała mu do ucha; przyciągnęła go do siebie i dodała:

― Zaspokój moją ciekawość ― wolałeś by brać cię od tyłu, czy robić im dobrze ustami? Naprawdę chciałabym wiedzieć.

Wesley usiłował coś powiedzieć, ale zająknął się tylko, po czym jęknął, gdy pogromczyni rozpięła mu pasek i rozporek i wsunęła rękę do środka. Miał wrażenie, że dojdzie na miejscu; jej dotyk był niemal bolesny. Kilka razy musnęła go palcami, po czym przerwała.

― A zawsze jesteś taki wygadany. ― Wyjęła rękę i klepnęła go nią w pośladek, po czym poprawiła swój biustonosz. ― No nie stój jak kołek, jeszcze niejeden wampir nas dziś czeka!

Tego wieczora wziął prysznic tak zimny, że rozbolały go kości w dłoniach i skóra głowy; nie obiecywał już sobie, że będzie walczył z myślami.

*~*~*


Na jakiś czas zostawiła go potem w relatywnym spokoju. Dwuznaczne ― czy raczej jednoznaczne ― komentarze nie robiły już na nim takiego wrażenia, a po patrolach dość szybko zmywała się do swojego pokoju hotelowego. Przypuszczał, że z kimś regularnie sypia i że to ją trochę wyciszyło; ktokolwiek to był, życzył mu ― lub jej ― wytrzymałości, potencji i serca z kamienia.

Ten spokój uśpił go i zburzył jego czujność; gdy kilka tygodni później po treningu w jego mieszkaniu Faith przerwała jego zmęczoną tyradę na temat broni palnej siadając mu na kolanach i kładąc jego rękę na swoim udzie, otworzył usta, co pozwoliło jej wepchnąć mu język do gardła w zupełnie nieprzyjemny, niemniej jednak podniecający sposób.

Odepchnął ją gwałtownie i ostrym tonem zażądał, by się uspokoiła.

― Nie ubrałam dziś majtek ― odpowiedziała Faith i ten non-sequitur zakończył dyskusję; zdjęła bluzkę przez głowę, z powrotem usadowiła się na jego kolanach i położyła jego dłonie na swoich piersiach, ostatecznie uświadamiając mu, jak bardzo tego chciał.

― Faith, ja ¬― zaczął, ale zdał sobie sprawę, że nie ma pojęcia, co powinien powiedzieć. Przesunął więc tylko palcami po jej piersiach, gładząc okolice sutków przez jej koronkowy, półprzezroczysty stanik.

― Nie jestem ze szkła. ― Głos Faith zabrzmiał trochę jak mruczenie; poruszyła biodrami do przodu, ocierając się o niego przez swoje dresy i jego dżinsy. Poczuł falę gorąca i zdusił jęknięcie. ― Mocniej ― dodała Faith.

Objął jej piersi dłońmi, tym razem przesuwając po nich palcami bardziej zdecydowanie, okrążając i wreszcie delikatnie szczypiąc stwardniałe sutki. Faith wygięła się, odrzucając głowę do tyłu, odsłaniając gardło, poznaczone siatką delikatnych i kilkoma wyraźniejszymi bliznami. Zacisnęła uda i uniosła biodra, a potem z powrotem przyparła go swoim ciężarem do fotela.

― Podoba mi się twój zapach ― powiedziała, nachylając się, by znowu go pocałować.

Tym razem była delikatniejsza; wsunęła język między jego wargi i przesunęła nim po jego języku, a dłonie przesunęła z jego ramion na kark. Delikatnie kołysała biodrami, przyciskając je do niego to lżej, to mocniej. Wreszcie przerwała pocałunek; Wesley odetchnął, a ona szybkim ruchem rozpięła i ściągnęła z siebie stanik.

Tym razem nie zastanawiał się. Wsunął jej dłonie pod pachy, do końca zapominając o wszystkich powodach, dla których nie powinien tego robić i delikatnie, eksperymentalnie dotknął jej piersi ustami.

― Tak ― westchnęła Faith, a Wesley, ośmielony zachętą, okrążył sutek językiem jednocześnie przesuwając dłoń na drugą pierś. ― Tak ― powtórzyła Faith, nie przerywając kołysania, gdy Wesley przycisnął językiem nieco mocniej, poruszył nim szybciej, wreszcie otworzył usta szerzej i zaczął delikatnie ssać. ― Tak ― dodała trzeci raz, przytrzymując jego twarz przy swojej piersi, domagając się więcej. Miał wrażenie, jakby każde jej słowo wyczuwał całym ciałem, jakby wysyłało fale przyjemności prosto do jego penisa, o który wciąż ocierała się poprzez warstwy ubrań.

― Chcę się z tobą pieprzyć ― powiedziała po chwili, chwytając go za włosy i odsuwając jego twarz od swojej piersi. ― Rozbierz się ― poleciła, schodząc z jego kolan.

Stłumił impuls by złożyć spodnie i koszulę w kostkę i zwinąć razem skarpetki i zostawił ubrania na podłodze. Faith zmierzyła go wzrokiem i był przekonany, że wybuchnie śmiechem, że wykpi go, z jego chudymi nogami, wątłymi mięśniami i erekcją wywołaną widokiem niepełnoletniej podopiecznej. Sam siebie miał ochotę wykpić.

Podeszła bliżej. Poczuł jej palce, gładzące go wpierw po brzuchu i biodrze, a potem otaczające jego penisa, ani zbyt mocno, ani zbyt delikatnie. Pochylała się nieznacznie do przodu, niemal muskając go piersiami.

― Więc chyba jednak ci się podobam, co? ― spytała, każde słowo akcentując ruchem nadgarstka.

― Boże… Faith… ― powiedział tylko, a potem jęknął i doszedł, za szybko, za wcześnie, poruszając biodrami zgodnie z rytmem jej dłoni, patrząc na linię jej szyi, zagryzając usta, czekając na jej drwinę na temat jego seksualnego niedoświadczenia.

Powiedziała, że uzna to za komplement, zdjęła dresy i włożyła jego rękę między swoje nogi.

Naprawdę nie miała bielizny; była tak wilgotna, jak wyobrażał sobie w najśmielszych fantazjach. Dochodząc, z szeroko rozwartymi nogami i jego trzema palcami głęboko w cipce, ugryzła go w ramię tak mocno, że przerwała skórę.

Po wszystkim nie pozwoliła mu się pocałować, ani nawet nie wzięła prysznica. Ubrała się tylko i wyszła bez pożegnania.

*~*~*


Rozważył złożenie rezygnacji, ale powrotna podróż przez Atlantyk i stawienie czoła zawiedzionemu ojcu i jego „okryłeś rodzinę hańbą” podszytego mało dyskretnym „wiedziałem” była bardziej przerażająca niż konieczność patrzenia w lustro ze świadomością tego, co uczynił. Poprzysiągł, że nigdy więcej jej nie tknie, ani przez moment nie wątpiąc, że złamie przysięgę przy pierwszej okazji.

Na następnym treningu Faith zjawiła się ubrana w zabudowany dres i przywitała go burkliwie, a potem trzymała się na dystans, po raz pierwszy całkowicie unikając przypadkowych dotknięć. I tak stanął mu niemal natychmiast, gdy w pewnym momencie skupił wzrok na linii jej szyi i wspomnienie wyrwało go z tu i teraz.

To on zainicjował kontakt. Podczas ćwiczenia na koźle podszedł do niej i położył dłoń na jej boku, a następnie wsunął ją pod bluzę od dresu, gładząc jej brzuch i pierś. Miał wrażenie, że ma na sobie stanik sportowy.

Faith wessała głośno powietrze, a potem spojrzała na niego poważnie.

― Wiedziałam, że tylko udajesz eunucha ― powiedziała, zeskakując na równe nogi. Tym razem nie siliła się na grzeczności, delikatność ani grę wstępną. Zdjęła tylko spodnie, rozpięła i ściągnęła jego, po czym usiadła na stole i przyciągnęła go do siebie. ― Nie opierdalaj się, Wes. Nie martw się, jestem na pigułce i nie mam żadnego syfa.

Przez chwilę pieprzył ją w całkowitym milczeniu, z zamkniętymi oczami, a ciepło i nacisk jej mięśni były lepsze, niż jakikolwiek seks, który wydarzył mu się w Anglii. Chciał myśleć o czymś innym, by wytrzymać dłużej, ale jedyne obrazy dostarczane mu przez mózg ukazywały ją siadającą na ławce z rozchylonymi kolanami, ją wsuwającą język w cipkę Willow, ją przyłapywaną na pieprzeniu poprzedniego obserwatora na tym samym biurku, przy którym on pracował.

― Faith ― jęknął, a ona westchnęła i przyspieszyła, przyciągając go do siebie skrzyżowanymi w łydkach nogami, zmuszając go, by dotrzymał jej kroku; przechyliła głowę na bok, odsłaniając szyję poznaczoną bliznami, a potem pochyliła się, wsunęła dłoń między jego pośladki i pogładziła zaciśnięte mięśnie, z większą delikatnością, niżby się spodziewał, ale to wystarczyło; doszedł przed nią, przez chwilę jeszcze poruszając się w niej. Nie była cierpliwa; popchnęła go na kolana, usiadła na krawędzi i rozchyliła uda bardziej rozkazującym niż zapraszającym gestem. Nigdy wcześniej nie miał do czynienia z cunnilingusem, ale Faith była już blisko i teoria okazała się wystarczającą podstawą; z początku ostrożnie, a potem odważniej zabrał się za lizanie jej łechtaczki i ciepłej, wilgotnej cipki; Faith jęczała cicho, a jej palce zaplątane w jego włosach narzucały mu tempo i po chwili poczuł, jak drżą jej uda i doszła, mówiąc coś niewyraźnie; nie był do końca pewny, czy było to przekleństwo, czy czyjeś imię.

Śnił o jej zapachu i smaku.

*~*~*


Faith nienawidziła rutyny, ale był w stanie dostrzec u niej pewne wzorce. Im mniej zwracał na nią uwagi, tym większa była szansa, że jeszcze przed końcem treningu czy patrolu przyciśnie go do ściany i wsadzi mu rękę w spodnie. Gdy nie zwracała na niego uwagi, najprawdopodobniej oczekiwała, że to on zrobi pierwszy ruch. Jeżeli nie miała ochoty, kwitowała jego sugestie śmiechem i radziła mu ulżyć sobie „na ręcznym”.

Przysporzyła mu imponującej kolekcji siniaków, które na nim nie goiły się tak błyskawicznie, jak na niej. W chwilach sympatii wmawiał sobie, że Faith nie do końca zdaje sobie sprawę ze swojej siły. Przez większość czasu świetnie wiedział, że lubi oglądać ślady i że podnieca ją jego ból. Czasami przyznawał sam przed sobą, że jego też.

Gromadził wiedzę o pogromczyni ze skrupulatnością godną swojej profesji, nawet jeśli jego konkretna dziedzina badań nie była do końca kanoniczna. Po seksie, o ile nie wybiegła akurat bez pożegnania, zdarzały jej się chwile szczerości. Kiedyś, gdy tak leżeli na łóżku i jej serce zwolniło już do normalnego rytmu, a on wciąż jeszcze słyszał każde uderzenie swojego, zapytał ją, kiedy dorobiła się blizny po zębach na szyi.

Wzruszyła ramionami i powiedziała, że pozwoliła wampirowi za bardzo się do siebie zbliżyć.

― Tyle zdołałem sam wywnioskować ― odpowiedział. Faith podniosła się na łokciach i potrząsnęła głową.

― To nie było podczas walki ― oznajmiła, po czym rzuciła mu długie spojrzenie, jakby chciała się upewnić, że zrozumiał, co do niego mówi. Dodał dwa do dwóch.

― Kiedy? ― zapytał.

― Zanim staruszek wyleciał za dobieranie mi się do majtek. Ty wtedy spokojnie popijałeś herbatę w kwaterze głównej, czy jak tam to nazywacie.

Wesley zmrużył oczy.

― Myślę, że oboje dobrze wiemy, kto dobierał się do kogo, Faith.

Roześmiała się gardłowo i wsunęła rękę pod prześcieradło. To była jedna z tych rzadkich okazji, gdy dotarli do jego łóżka; jakimś cudem wtedy czuł się najbardziej winny, jakby pośpiech pieprzenia się na sali treningowej usprawiedliwiał go po części, a spokojniejszy seks na pościeli tylko podkreślał jego odpowiedzialność. W łóżku nie potrafił się okłamywać, że to ostatni raz, ani że żałuje.

― Nie martw się, zabiłam go. Rada przysłała mi laurkę z gratulacjami. Straszliwy Angelus. Giles był tak miły, że nie wspomniał o tym, że go wcześniej przeleciałam.

Wesley rozpoznał imię demona. Zakon Aureliusa, Darla i Mistrz. Zdążył co nieco o nich przeczytać, gdy dowiedział się, dokąd go wysyłają.

Jej palce dotarły na miejsce przeznaczenia; odetchnął głęboko.

― Jesteś ciekawy pikantnych szczegółów, Wesley? ― spytała, dotykając go, na przemian delikatnie i zdecydowanie. Był zmęczony po poprzednim razie, ale i tak poczuł, że nieco mu staje.

― Myślę, że wiesz ― odpowiedział.

― Miał wielkie ręce, mógłby mi nimi zmiażdżyć czaszkę. Dosiadłam go, o tak ― powiedziała, siadając na nim okrakiem. ― Był wielki, większy niż ty. Wziął wcześniej gorący prysznic, więc nie był obrzydliwie zimny. Pieprzyłam go bez odrobiny litości, szybko i ostro, a on sprawiał wrażenie, jakby wcale nie robiło to na nim wrażenia. Nie to co ty ― dodała, zaciskając na nim mięśnie w ten magiczny sposób, który zawsze zabierał mu dech.

Poruszali się razem; Faith rytmicznie kręciła biodrami, uniemożliwiając mu praktycznie myślenie.

― Blizny? ― zapytał, wskazując podbródkiem na jej szyję.

― Ugryzł mnie… dochodząc… ― powiedziała, oddychając płytko.

Skończyła pierwsza; on chwilę po niej. Położyła się koło niego i przez moment pozwoliła mu gładzić się po ramieniu zanim odepchnęła go od siebie.

― Zakołkowałam go, zanim cokolwiek więcej zrobił. Ja pierdolę, Wes, nie jestem jakąś sierotką, nie musisz mi współczuć.

Ubrała się i wyszła. Wesley leżał na łóżku i miał niejasne i absurdalne wrażenie, że chciałby zapalić (przyzwyczaiła go do smaku nikotyny na języku). Niewiele brakowało, by nie odebrał dzwoniącego telefonu.

*~*~*


― To co dasz mi na urodziny? ― spytała go parę dni później, zeskakując z równoważni. Kręciło mu się w głowie; ciśnienie było niskie, a Faith na dzień dobry ucięła jego próbę poważnej rozmowy niespodziewanym seksem oralnym, więc myślenie dalej należało do funkcji, za których sprawność nie ręczył.

― Urodziny? ― zapytał, udając zaskoczenie. Faith roześmiała się.

― Osiemnaste ― stwierdziła. ― Lada moment nie będę cię już mogła wysłać do pierdla. Myślę, że powinieneś mi kupić motor.

Wesley uniósł brwi w niedowierzaniu.

― Za moich czasów młode panny chciały raczej kucyka ― zażartował.

― Po co mi kucyk, mogę ujeżdżać ciebie.

Nie było mu do śmiechu. Dyskusje z Radą spełzły na niczym; rozkazy były jasne. Śmierci Angelusa ani Mistrza nie była wystarczającym dowodem jej zdolności. Cruciamentum jest tradycją sięgającą wieków średnich i kim on niby był, by kwestionować jej zasadność.

Zastrzyki podawał jej nieregularnie, gdy zdarzyło jej się zasnąć po seksie. Próbował zahipnotyzować ją kryształem, ale wyśmiała pomysł wpatrywania się w „kolorowe kamienie”.

― Jeśli będę potrzebowała teorii, w co wątpię, to zapytam ciebie ― stwierdziła. ― Albo jakiegoś twojego następcę, bo zużywacie się najwyraźniej szybciej niż ja.

Ukłuło go to.

― Lubię cię bardziej niż Gilesa ― dodała, pojednawczo. Ze strzępków uzbieranych informacji wywnioskował, że poprzedni obserwator zachował przed nią w tajemnicy wiedzę o jakimś ponurym proroctwie. Westchnął ciężko.

― A czym się objawia ta niespodziewana sympatia? ― zapytał, podając jej ręcznik i wodę.

― Znoszę twoje marudzenie, Wes. ― Otarła czoło i rozejrzała się po pokoju. ― Słuchaj, co ty na to, żebym się tu przekimała? Jakoś tak padam.

― Może chcesz coś do jedzenia? ― zapytał, czując jak wzbiera w nim poczucie winy.

― Jeśli zadzwonisz po pizzę, to czemu nie.

Zasnęła na jego pościeli; gdy spała, wyglądała jak ta mała dziewczynka, którą wciąż jeszcze powinna być. Podał jej zastrzyk, a potem pogładził i pocałował odsłonięte udo i wrócił do gabinetu, gdzie pogrążył się w lekturze dzienników, w nadziei, że znajdzie tam coś, co pomoże jej w próbie.

*~*~*


Przez następny tydzień nie pojawiała się ani w szkole, ani na umówionych treningach. Nie odbierała też telefonu u siebie. Wystawał pod jej pokojem hotelowym, ale nigdy na nią nie trafił; wiedział, że w nim bywała i tylko dlatego nie zadzwonił po pomoc do Rady, ale zawsze zdarzało się to wtedy, gdy on musiał akurat być w pracy. Pewnego dnia znalazł za wycieraczką karteczkę „Coś taki poważny?” i doszedł do wniosku, że zasięgnięcie informacji jest sprawą priorytetową.

Poczekał, aż w bibliotece znajdował się tylko on sam i Willow Rosenberg. Był późny wieczór; szanse na to, że jakikolwiek inny uczeń czy nauczyciel zajrzą do biblioteki były znikome. Podszedł do niej między półkami.

― Ta kartka nie była napisana jej charakterem pisma ― powiedział, od razu przechodząc do rzeczy. ― Kazała ci ją napisać?

― Nie… nie mam pojęcia, o czym pan mówi ― wyjąkała Willow, szeroko otwierając oczy w wyrazie urażonej niewinności. Niemal dał się nabrać.

― Nie drażnij mnie ― powiedział cicho i z udawanym spokojem. ― Opowiesz mi wszystko co wiesz, albo naprawdę pożałujesz.

Rzuciła się do ucieczki, ale zastąpił jej drogę.

― Powiem o tym Snyderowi ― oznajmiła, cofając się o krok. ― Zostanie pan zwolniony. Może nawet trafi do więzienia.

― Nie zapomnij wspomnieć o tym, że pieprzę się z Faith ― zasugerował, robiąc krok w jej kierunku. Willow otrząsnęła się, a potem zmrużyła oczy.

― Od początku to podejrzewałam ― wysyczała. Wesley wiedział, że zagrał na właściwej strunie.

― Opowiadała mi… o was dwóch ― dodał z namysłem. ― O tym, jak pozwoliłaś jej się pieprzyć palcami między tamtymi półkami. Lubi mi o tym opowiadać, kiedy jesteśmy w łóżku – dorzucił po chwili.

Lampy zamigotały, a Willow skrzyżowała ręce na piersiach.

― Ta es u ka a ― stwierdziła.

~*~*~

Faith dalej sypiała z Willow; to zaskoczyło go mniej niż historia proroctwa, które Willow ukradła z biura Gilesa. Podejrzewały, że coś przed nią ukrywa, a okazało się, że planował ją zabić. Proroctwo mówiło, że pogromczyni zmierzy się z Mistrzem i zginie, a Giles zamierzał wysłać ją w podziemia. Faith odmówiła.

Trzęsienie ziemi zabiło Mistrza, Faith uwiodła Gilesa, a Willow przyprowadziła Snydera do biblioteki wtedy, gdy Faith jej kazała.

Nie zdziwił się, gdy następnego dnia Faith wparowała do jego mieszkania wściekła, z rozmazanym makijażem i potarganymi włosami.

Wydawało mu się, że pachnie Willow, ale nie był pewny, czy sobie tego nie wmawia.

― Więc wiesz już, dlaczego pozbyłam się Gilesa ― oznajmiła butnie.

― Usiądź ― zaproponował. W odpowiedzi przyłożyła mu nóż do gardła.

― Ty też zamierzasz usiłować mnie zabić? ― spytała. Ostrożnie pokręcił głową.

― Oczywiście, że nie ― skłamał.

Schowała nóż za pas, po czym zamachnęła się i przyłożyła mu w twarz z pięści, markując się: nie złamała żadnych kości, ani nawet nie przewróciła go na podłogę. Poczuł w ustach smak krwi.

― Ale widzę, że uczysz się ode mnie, Wes. Zastraszanie małych dziewczynek to twoje nowe hobby? Chciałeś zobaczyć, jak to jest?

Wzruszył ramionami.

― Willow się poskarżyła? Dobrze wiesz, że nic jej nie zrobiłem.

― Nie śmiałbyś.

Przycisnęła go do ściany i pocałowała; krew zdawała się w ogóle jej nie przeszkadzać. Po chwili jej dłonie powędrowały niżej i rozpięła mu pasek. Nie bawiła się z guzikami; jednym szarpnięciem zdarła z niego koszulę, po czym przesunęła dłońmi po jego klatce piersiowej. Głośno wciągnął powietrze.

― Poza tym ― wyszeptała ― ty wolisz, żebym to ja robiła ci krzywdę, prawda?

Cofnęła się i przyjrzała mu się uważnie, jakby podejmowała jakąś decyzję.
― Mam coś dla ciebie ― powiedziała. ― Rozbierz się.

Sama nie ruszyła się z miejsca, gdy on szybko ściągał z siebie koszulę, spodnie i bieliznę. Ze swojej torby wyjęła przepaskę.

― Na początek ― powiedziała. ― Chyba, że mi nie ufasz.

Nie ufał. To też go podniecało.

Pozwolił jej zawiązać sobie oczy, a potem oparł się o ścianę i słuchał, jak ona się rozbiera. Słyszał, jak na podłogę upadł jej pasek, dżinsy i bluzka, oraz jak rozpina sobie stanik.

― Natychmiast o tobie pomyślałam, gdy to zobaczyłam. Spodoba ci się ― powiedziała, zagłuszając dźwięki, których nie rozpoznawał. Potem podeszła do niego i delikatnie przejechała dłońmi po jego brzuchu i niżej. ― Odwróć się.

Gdy pierwszy raz wsunęła w niego palec, doszedł niemal natychmiast. Sprawiało jej to satysfakcję; mówiła mu, że właśnie tego się po nim spodziewała. Że będzie chciał, aby pieprzyła go od tyłu; że będzie mu się podobało, cokolwiek mu zrobi. Że gdy wsunie w niego palce, będzie ją błagał o więcej. Czasami błagał.

Zaczęła od palców; rozprowadziła ogrzany od dłoni lubrykant między jego pośladkami i wsunęła w niego od razu dwa; odruchowo opuścił dłoń, chcąc się dotknąć, ale zauważyła to i odepchnęła jego rękę.

― Trzymaj je w górze, obserwatorze. Jak grzeczny chłopiec.

Oparł dłonie o ścianę i pochylił się do przodu. Pieprzyła go powoli, spokojnie, czasami lekko zginając palce w knykciach. Oddychał płytko i głośno.

― Proszę…

Chciał, by dotykała jego penisa, ale miała inne plany. Poczuł coś chłodniejszego i twardszego wsuwającego się pomiędzy jego pośladki.

― Będę cię dzisiaj pieprzyła tak, jak tego potrzebujesz, Wesley ― powiedziała, jedną dłoń opierając na jego biodrze. ― Szybko i ostro, a ty będziesz mnie błagał, żebym nie przestawała.

Weszła w niego szybko; uczucie nie było zupełnie przyjemne, nigdy wcześniej nie była tak głęboko, ale po chwili przyzwyczaił się do tego wrażenia, a ruch jej bioder nabrał rytmu. Odrobina bólu tylko bardziej go podniecała.

― O Boże ― jęknął, gdy zaczęła ocierać się o jego prostatę. ― O Boże, tak ― powtórzył, a ona przyspieszyła.

― Czy zastanawiasz się… kiedy wparuje tu Willow… z policją? ― spytała, nie zwalniając. Podniecał go jej urywany oddech; czuł, jaką przyjemność sprawia jej pieprzenie go. Wreszcie sięgnęła do przodu i ujęła go w dłoń, wciąż gładką od wazeliny. ― Zrobisz… co tylko ci każę… Pozwolisz mi… zrobić ze sobą wszystko…

Nie pamiętał już, jak to było, nie chcieć jej. Nie myśleć o jej cipce i piersiach, nie czuć, jak staje mu trochę za każdym razem, gdy widzi, jak rozchyla kolana. Doszedł z jej imieniem na ustach, czując jak zaciska się wokół kupionego przez nią dildo, pieprząc jej dłoń tak, jak ona pieprzyła jego.

Dokończyła się sama palcami, a potem pozwoliła mu zaprowadzić się do swojego łóżka, gdzie, zmęczona, usnęła. Dał jej zastrzyk i wykonał telefon. Wciąż spała, gdy ją zabierali. Jeden z obserwatorów uniósł brwi na widok pogromczyni leżącej na jego pościeli; Wesley miał wrażenie, że chce mu pogratulować. Zrobiło mu się niedobrze.

Gdy wyszli, zwymiotował na podłogę korytarza. Potem posprzątał i zrobił sobie herbaty, o której zapomniał i wypił dopiero, gdy zupełnie już wystygła.

*~*~*


Willow zadzwoniła do niego w środku nocy. Nie spał: zadręczał się, ale zadręczanie wcale nie poprawiało sytuacji. Wydarła się na niego ze słuchawki.

― Ty idioto, oni nie wystawią jej tam na próbę. Wiedzą o Angelusie i o Mistrzu, oni ją zabiją.

― To absurdalne ― stwierdził, ale natychmiast zdał sobie sprawę z tego, że wcale nie. Że oczywiście, że ją zabiją i zajmą się nową, mniej problematyczną pogromczynią.

Cruciamentum, crux, krzyż. Pogromczyni, która nie ofiarowała się sama, była prowadzona na ofiarę. Takie były korzenie rytuału, nawet jeżeli usiłowano mu wmówić, że jego cel był inny.

― Zabrali ją do portu ― powiedział do słuchawki. ― Do jednego z magazynów, powinienem rozpoznać, którego.

― Za kwadrans będę pod pierwszym dokiem od północnej strony ― odpowiedziała.

Przejechał wszystkie czerwone światła.

*~*~*


Minęła chwila, zanim jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności magazynu. Kilka razy zderzył się z Willow, idącą przed nim; oboje mieli w rękach krzyże, chociaż nie mogli być pewni, że Rada kazała Faith stawić czoła właśnie wampirowi. Rodzaj demona używanego do tego rytuału nie był określony w żadnym podręczniku.

― Wydaje mi się, że coś słyszę po lewej ― wyszeptał. Willow ― której sylwetka powoli stawała się rozpoznawalna w mroku ― skinęła głową. Nacisnął klamkę.

Miała w ręce nóż, a leżący na podłodze mężczyzna nie był demonem, tylko obserwatorem. Wesley zamrugał, a ona rzuciła się w kierunku drzwi, odepchnęła go na bok i pomknęła korytarzem.

― Faith! ― krzyknął za nią, ale nawet nie odwróciła głowy. Gdy wybiegli z budynku, walczyła już z wampirem na samym nabrzeżu. Demon zdawał się mieć przewagę; ruchy Faith były spowolnione i nawet z daleka widział, że jej ciosom brakuje zwykłej siły. Zatrzymał się niemal odruchowo. Willow obrzuciła go spojrzeniem pełnym pogardy i ruszyła na odsiecz Faith. Przez chwilę spoglądał w ich kierunku zanim decyzja przeważyła nad szkoleniem i także sięgnął po kołek.

Willow zabiła demona zanim dobiegł na miejsce; potem odwróciła się i popchnęła Faith do wody.

― Co robisz?! ― zawołał, dobiegając nad krawędź. Faith nigdzie nie było widać. Willow spojrzała na niego poważnie.

― Dalej nie rozumiesz, prawda? To jedyny sposób.

Woda była zimna, a talent pływacki Wesleya - mocno ograniczony. Wyłowił Faith i dociągnął na brzeg, po czym przewrócił się na kolana.

― Faith? Faith? ― zawołała Willow, potrząsając ramieniem pogromczyni, która zaczęła się krztusić.

W odpowiedzi Willow wyciągnęła dłoń i przycisnęła ją do ust i nosa Faith.

― Obudzimy następną ― powiedziała. Tym razem Wesley zrozumiał.

― Dwie minuty do ustania akcji serca, cztery do nieodwracalnego uszkodzenia mózgu ― powiedział. Jego zegarek stanął po zimnej kąpieli; liczył w myślach.

*~*~*


Dochodzenie nie zostało przeprowadzone zbyt staranne; Rada nie chciała zbyt uważnie przyglądać się obciążającym faktom. Faith zabiła trzech obserwatorów i pokonał ją wampir, który zepchnął ją do wody. Ciała nigdy nie odnaleziono. Wesley był świadkiem ostatecznej rozgrywki; znalazł się na miejscu tego pojedynku wiedziony ciekawością.

Rada dowiedziała się ostatecznie o tym, że sypiał ze swoją podopieczną. List ze swoją rezygnacją zakończył stwierdzeniem, że domyśla się, że nie zaoferują mu rekomendacji ani honorowej emerytury. Przestał odbierać telefony, na wypadek, gdyby dzwonili do niego rodzice.

Snyder podziękował mu za współpracę i powiedział, że żałuje, że Wesley nie jest gotowy na dłużej związać się z liceum w Sunnydale.

Willow zjawiła się w bibliotece tylko raz.

― Poznałam Faith, gdy uratowała mnie przed chłopakiem, w którym byłam zakochana ― powiedziała. ― Opętały go hieny i chciał mnie zabić, albo może zgwałcić. Tak czy inaczej na koniec pewnie by mnie zjadł ― stwierdziła.

― Udało się go wyegzorcyzmować? ― zapytał Wesley.

― Zabiła go ― odpowiedziała Willow.

Myślał, że dostanie może niepodpisaną kartkę pocztową, ale minęły trzy miesiące i nic takiego się nie wydarzyło. Zerwał umowę najmu i opuścił Sunnydale, zanim wprowadziła się tam nowa pogromczyni i nowy obserwator.

And in the spring I shed my skin
And it blows away with the changing wind
The waters turn from blue to red
As towards the sky I offer it.
Tags: autor: novin_ha, fanfiction, porn battle
Subscribe

  • Astronauci kontra jaskiniowcy

    Uwaga, będzie to wpis bardzo autoreklamowy! Aż mi trochę wstyd. Otóż pracuję teraz nad nad wieloodcinkowcem do AtS i z racji zbliżającej się sesji…

  • Rekomendacje

    Zdaje się, że dawno nie wrzucałam żadnych rekomendacji. ;) Fair Trade Rules autorstwa beer_good_foamy - wspaniały fik na wesoło,…

  • w dobrej wierze

    Autoreklama! Proces twórczy wprawdzie trwa od pewnego czasu, ale jako że jest mocno zaawansowany, uważam, że mogę wtarabanić się na…

  • Post a new comment

    Error

    Anonymous comments are disabled in this journal

    default userpic

    Your IP address will be recorded 

  • 21 comments

  • Astronauci kontra jaskiniowcy

    Uwaga, będzie to wpis bardzo autoreklamowy! Aż mi trochę wstyd. Otóż pracuję teraz nad nad wieloodcinkowcem do AtS i z racji zbliżającej się sesji…

  • Rekomendacje

    Zdaje się, że dawno nie wrzucałam żadnych rekomendacji. ;) Fair Trade Rules autorstwa beer_good_foamy - wspaniały fik na wesoło,…

  • w dobrej wierze

    Autoreklama! Proces twórczy wprawdzie trwa od pewnego czasu, ale jako że jest mocno zaawansowany, uważam, że mogę wtarabanić się na…